niedziela, 1 grudnia 2013

Tonik z octu jabłkowego




To doskonały i bardzo prosty do zrobienia kosmetyk.

Wykonanie
Zmieszaj ocet jabłkowy pół na pół z wodą (mineralną lub przegotowaną), gotowe! :)

Pamiętaj jednak, że do wykonania dobrego kosmetyku potrzebny Ci dobry ocet. Najlepszy jest ocet domowy, którego wykonanie też jest bardzo proste – wkrótce zamieszczę przepis.
Tonik trzymaj w szklanej buteleczce. Ocet jabłkowy jest naturalnym konserwantem, więc nie trzeba przechowywać toniku w lodówce.

Zastosowanie
Tonikiem możesz przecierać skórę twarzy, szyi a nawet całego ciała.
Tonik może być „fazą wodną” „kremu nawilżającego” - czyli: po dość obfitym nawilżeniu skóry tonikiem, w mokrą jeszcze skórę wmasuj dobrą oliwę (oliwkową, z pestek winogron, olej arganowy lub inny). Od proporcji wody i oleju w tej emulsji zależy, czy będzie ona bardziej nawilżająca czy tłusta.
Możesz również pozwolić skórze wchłonąć tonik a potem znów ją zwilżyć np. tonikiem aloesowym lub naparem ziołowym i dopiero wtedy, w mokrą, wmasować oliwę.

Właściwości
Tonik z octu jabłkowego dobrze nawilża oraz delikatnie napina i wygładza skórę i drobne zmarszczki, pomaga się skórze oczyszczać i goić - jest skuteczny w przypadku trądziku, także różowatego, przyspiesza gojenie wszelkich wyprysków, wysypek, skaleczeń czy podrażnień.

Ocet jabłkowy ma jeszcze wiele innych zastosowań, wewnętrznych i kosmetycznych.


piątek, 5 lipca 2013

Masło do rąk




Zwykłe śmietankowe masło spożywcze jest bardzo fajnym kremem do rąk... :)
Wystarczy odrobina. Wchłania się w skórę nieco lepiej niż oliwa, można smarować nim wilgotne lub suche dłonie.
Na pewno nie obciąża organizmu żadnymi zbędnymi substancjami a dostarcza skórze składników odżywczych: witaminy A, karotenoidów, witaminy D oraz E.
Masło nawilża i natłuszcza.
Prosty kremik, a na przykład po zmywaniu naczyń mamy go w kuchni pod ręką.

poniedziałek, 27 maja 2013

Olej arganowy





Olej arganowy tłoczony jest z owoców długowiecznego drzewa arganowego, rosnącego i owocującego na terenie Maroka.
Bywa nazywany marokańskim złotem, pewnie z powodu miodowo-złotego koloru oraz dlatego, że jest wyjątkowo cenną substancją używaną między innymi w kosmetyce.

Jest tak zwanym olejem suchym, czyli takim który dobrze wchłania się w skórę nie pozostawiając tłustej warstwy.

Zawarta w oleju arganowym witamina E oraz związki fenolowe (m in. kwas ferulowy i karotenoidy), neutralizują wolne rodniki, czym przyczyniają się do zachowania jędrności skóry.
Nienasycone kwasy tłuszczowe omega 6 i omega 9 oraz skwalan, który jest także składnikiem ludzkiego sebum, odżywiają i dostarcza ceramidów - czyli lipidów spajających komórki naskórka. Ceramidy tworzą w naskórku szczelną warstwę, która reguluje jego elastyczność oraz chroni przed utratą wilgoci i wpływami z zewnątrz.
Olej arganowy pomaga utrzymać odpowiednie nawilżenie, odżywia, zapobiega starzeniu się skóry i wzmacnia jej barierę ochronną. Wspiera też odnowę komórek i łagodzi procesy zapalne, dlatego używa się go w stanach zapalnych skóry, podrażnieniach, egzemach oraz jako środka pomocnego w gojeniu blizn i łagodzeniu objawów cellulitu.
Olej arganowy ma jeszcze jedną cenną właściwość: reguluje pracę gruczołów łojowych.


Krem do twarzy
Olej arganowy jest wspaniałym kremem pielęgnacyjnym do twarzy. Ze względu na swoje właściwości nadaje się w zasadzie do każdej cery i każdej ma coś wartościowego do zaoferowania: suchej, wrażliwej, mieszanej, tłustej, trądzikowej, dojrzałej.
Stosunkowo dobrze się wchłania, zależy to jednak oczywiście od rodzaju cery i sposobu nakładania.
Jak już pisałam, polecam stosowanie olejów na skórę zwilżoną uprzednio tonikiem, na skórę wilgotną nie suchą. Wystarczy bardzo niewielka ilość oleju rozprowadzona na wilgotnej skórze.
Olej arganowy nałożony w ten sposób nie pozostawia tłustej warstwy a skóra jest wyraźnie wygładzona i delikatnie – bez żadnego dyskomfortu - napięta a jednocześnie jędrna i elastyczna.
Olej arganowy można stosować na noc lub na dzień, nadaje się także pod makijaż.


Balsam do ciała
Ze względu na jego miłe właściwości olej arganowy można nakładać również na ciało: wmasować w wilgotną skórę, np. nie wytartą po kąpieli lub zwilżoną tonikiem. Najlepiej kontynuować masaż aż do wchłonięcia wilgoci. Efekty będą podobne jak na twarzy :)


Krem do rąk i paznokci
Olej wmasowany w dłonie i paznokcie pielęgnuje zniszczoną, spierzchniętą skórę rąk i wzmacnia paznokcie.
Ja wolę wcierać go w wilgotne dłonie – po prostu nie wytarte po umyciu. Lubię tez czasem wmasować w dłonie trochę toniku i na to nałożyć olej.
Dłonie posmarowane w ten sposób są nawilżone ale nie tłuste.


Balsam po opalaniu
Można się spotkać ze stwierdzeniem, że olej arganowy chroni przed promieniami UV, jednak niezupełnie tak jest. Wzmacnia w prawdzie barierę ochronną skory, ale jego działanie pomaga raczej zwalczać skutki promieniowania UV niż przed nim chronić. Dzięki właściwościom antyoksydacyjnym likwiduje wolne rodniki powstające w wyniku działania promieni UVA, a dzięki właściwości regenerowania komórek pomaga w gojeniu i regeneracji skóry podrażnionej czy poparzonej nadmiarem promieniowania słonecznego. Jest więc dobrym balsamem do ciała po opalaniu.


Odżywka do włosów
Olejem arganowym można olejować włosy. Zabieg ten polega na nałożeniu i wmasowaniu oleju – zależnie od potrzeb i chęci: w same końcówki, we włosy na całej długości, lub także w skórę głowy. Taki kompres dobrze jest potrzymać co najmniej z pół godziny. Potem umyć włosy.
Zmycie oleju wymaga zazwyczaj nieco więcej wysiłku i środka myjącego niż zwykłe mycie włosów. Zabieg olejowania nawilża, odżywia i wygładza włosy, stosowany systematycznie wzmacnia je. Jest bardzo dobry i skuteczny dla włosów przesuszonych i zniszczonych.

W przypadku włosów bardzo suchych niewielką ilość oleju można wetrzeć w końcówki włosów i pozostawić bez zmywania.


Olejek pielęgnacyjny dla dzieci
Oleju arganowego można używać do pielęgnacji skóry dzieci. Działa ochronnie, przeciwzapalnie - zabezpiecza np. przed odparzeniami a także pomaga leczyć już powstałe, łagodzi i uspokaja podrażnioną skórę.


środa, 22 maja 2013

Ochrona przed słońcem





Słońce rozpogadza nie tylko niebo nad nami ale także nasz nastrój, rozświetla przestrzeń nie tylko wokół nas ale i w nas: wzmaga witalność, poprawia samopoczucia, pobudza krążenie i metabolizm. Jest niezbędne do życia. Pod wpływem promieni słonecznych tworzy się w skórze witamina D.

Spotkałam się z poglądem, że słońce jest całkowicie bezpieczne, a jego ilość jaką jesteśmy w stanie wchłonąć bez żadnego uszczerbku dla zdrowia zależy wyłącznie od naszej otwartości na... miłość :)
No cóż, może nie wszyscy jesteśmy jeszcze tak doskonali, dlatego mamy również potrzebę ochrony przed słońcem.


Ultrafiolet

Słońce emituje promieniowanie ultrafioletowe. Promieniowanie UV, które dociera do ziemi dzieli się na:
  • UVA o długość fali: 320 - 400 nm. UVA to ok. 95% całego promieniowania ultrafioletowego docierającego do ziemi.
  • UVB o długość fali: 290 - 320 nm. Częściowo jest pochłaniane przez ozonową warstwę atmosfery, jednak część promieniowania UVB przedostaje się przez nią i ma na nas istotny wpływ. Stanowi ok. 5% całego docierającego do nas promieniowania ultrafioletowego.
  • UVC o długość fali: 200 - 320 nm jest niemal całkowicie pochłaniane przez warstwę ozonową ziemi, więc jego znikomy wpływ można pominąć.

UVA
Promieniowanie UVA jest w jednakowym stopniu obecne przez cały rok, nawet w pochmurne dni ponieważ przenika zarówno przez chmury, przez szyby okienne jak i przez ubranie – nie jesteśmy przed nim chronieni także w pomieszczeniach. Jest promieniowaniem mniej energetycznym niż UVB, jednak posiada większą długość fal i właściwość wnikania nawet do głębokich warstw skóry właściwej. Jego nadmiar niszczy struktury skóry, wywołując fotostarzenie: degenerację i zanik kolagenu i elastyny, z czego wynika utrata jędrności, sprężystości i gęstości skóry, objawiająca się jako przedwczesne, głębokie zmarszczki.
UVA powoduje także tworzenie się wolnych rodników, zmian pigmentacyjnych, przyczynia się do powstawania alergii słonecznej. Długotrwałe działanie UVA może też powodować zmiany nowotworowe w komórkach skóry. Efekty działania UVA nie są widoczne o razu, kumulują się stopniowo i objawiają dopiero po pewnym czasie.

UVB
Promieniowanie UVB jest wysokoenergetyczne, jednak wnika tylko do zewnętrznych warstw skóry. Jest zatrzymywane przez chmury, szyby okienne i ubranie. Jego natężenie jest największe latem i w środku dnia. Nadmiar promieniowania UVB powoduje rumień i poparzenia skóry, pękanie naczynek włosowatych, przyczynia się także do powstawania reakcji alergicznych i nowotworów skóry. Poparzenie skóry wywołane promieniami UVB nie musi objawiać się mocnym zaczerwienieniem, pieczeniem i pęcherzami, już zaróżowienie skóry oznacza lżejsze poparzenie. Większość efektów działania promieni UVB jest odczuwalna natychmiast.


Pigmentacja
Skóra posiada własne sposoby ochrony przed nadmiarem promieni UV. Najważniejszym z nich jest pigmentacja.
Melanocyty to komórki, które produkują melaninę czyli pigment nadający kolor skórze, oczom i włosom. Kolor ten zależy od ilości melaniny. Spotkałam dwa odmienne poglądy na temat ilości samych melanocytów w skórze. Według pierwszego ilość melanocytów jest podobna u ludzi wszystkich ras. Różnica polega na rozmieszczeniu melanocytów i intensywności syntezy melaniny: U osób ciemnoskórych melanocyty są rozmieszczone we wszystkich warstwach naskórka oraz produkują większe ilości melaniny. Natomiast u osób o jasnej skórze melanocyty znajdują się tylko w najgłębiej położonej, warstwie podstawnej naskórka i produkują znacznie mniejsze ilości melaniny.
Według innego poglądu również ilość melanocytów w skórze jest różna u poszczególnych ras: u ludzi ciemnoskórych jest ich więcej niż u ludzi o jasnej skórze.
W normalnych warunkach melanocyty się nie dzielą czyli nie powiększa się ich ilość. Wyjątkowo melanocyty mogą nabywać zdolności do podziału, są to stany patologiczne.



Fototypy

W związku z ilością melaniny w skórze i zdolnością do jej produkcji oraz rozmieszczeniem tudzież ilością melanocytów, wyróżnia się 6 tzw. fototypów ludzkich:

  • I tzw. celtycki: biała lub blada skóra, często jasne piegi i znamiona, jasne niebieskie, zielone lub piwne oczy, włosy blond lub rude. Osoby o tym fototypie właściwie powinny całkowicie unikać słońca ponieważ zawsze ulegają poparzeniom i z trudem się opalają.
  • II właściwy dla ludzi o jasnej skórze, na której często występują piegi, o niebieskich lub zielonych oczach i włosach blond. Osoby takie łatwo ulegają poparzeniom i z trudem się opalają.
  • III typ mieszany, charakterystyczny dla osób o średnio jasnej skórze, włosach jasnobrązowych lub brązowych i zabarwionych znamionach czy brodawkach, które opalają się po początkowym poparzeniu.
  • IV tzw. śródziemnomorski, to fototyp ludzi o skórze jasnobrązowej, którzy ulegają poparzeniom w minimalnym stopniu i opalają się łatwo.
  • V dotyczy ludzi o brązowej skórze, którzy rzadko ulegają poparzeniom oraz łatwo i mocno się opalają
  • VI właściwy dla osób o ciemnobrązowej lub czarnej skórze. Osoby o tym fototypie nigdy nie ulegają poparzeniom i zawsze mocno się opalają.

Melanina zawarta w skórze jest naturalnych filtrem przeciwsłonecznym: Pochłania promieniowanie UVA i UVB oraz neutralizuje wolne rodniki. Melanina chroni nas oczywiście tym lepiej im jest jej więcej i kiedy znajduje się we wszystkich, również najpłytszych warstwach naskórka. Fototyp określa więc naszą odporność na słońce: Osoby o ciemniejszej karnacji mogą bez szkody przyjąć większą ilość promieniowania słonecznego, osoby o jasnej skórze czasem powinny go wręcz unikać.

Uznaje się, że odporność na słońce wynikająca z rozmieszczenia melanocytów i ich zdolności do produkcji melaniny, czyli z przynależności do danego fototypu, jest wrodzona i ograniczona – to znaczy, wyczerpuje się po przyjęciu właściwej dla danej osoby ilości promieniowania słonecznego.

Zastanawiam się czy tak jest rzeczywiście... Fototypy ludzkie kształtowały się w prawdzie na przestrzeni tysiącleci pod wpływem warunków klimatycznych w jakich ludzie żyli i teoretycznie nie należy się spodziewać zmian w zdolności produkcji melaniny oraz sposobie rozmieszczenia melanocytów podczas jednego ludzkiego życia... Ale......?


Opalenizna

Opalenizna to pigmentacja wywołana słońcem: promienie UV uaktywniają syntezę melaniny w melanocytach. Powstawanie opalenizny jest naturalnym mechanizmem obronnym skóry w reakcji na słońce. Opalenizna daje nam pewną ochronę przed słońcem.

Synteza barwnika - melaniny odbywa się w melanocytach przy udziale enzymu tyrozynazy. Uwalniana z melanocytów melanina przekazywana jest sąsiadującym z nimi komórkom – keratynocytom, leżącym także w płytszych warstwach naskórka. W ten sposób melanina przedostaje się stopniowo coraz bliżej powierzchni naskórka. Zwiększona ilość melaniny i jej obecność w keratynocytach objawia się ciemniejszym zabarwienie skóry czyli właśnie opalenizną.

Najszybciej następuje pigmentacja wywołana promieniami UVA, pod wpływem których prekursory melaniny – słabo zabarwione substancje, ciemnieją w efekcie utleniania, a melanina zawarta w naskórku przekazywana jest do jego płytszych warstw. Ta natychmiastowa opalenizna u osób o jasnej karnacji może być niezauważalna, jest nietrwała i zapewnia niewielką ochronę przed słońcem.

Promienie UVB uaktywniają produkcję melaniny (a konkretnie enzym tyrozynazę, pod wpływem której melanocyty produkują melaninę). Prawdopodobnie mechanizm ten jednocześnie spowalnia odnawianie komórek, powodując grubienie warstwy rogowej skóry. Zanim proces ten zajdzie a nowo wytworzona melanina dotrze do zewnętrznych komórek naskórka trzeba trochę czasu. Opalenizna będąca efektem działania UVB pojawia się dopiero po około 3 dniach.


Filtry przeciwsłonecznej

Aby wzmocnić ochronę przed nadmiarem promieniowania ultrafioletowego możemy zastosować filtry przeciwsłoneczne. Istnieją dwa rodzaje substancji stosowanych w roli filtrów UV: fizyczne i chemiczne.

Filtry fizyczne
Filtry fizyczne czyli mineralne to związki na tyle duże, że nie wnikają w skórę lecz pozostają na jej powierzchni. Tworzą na niej warstwę ochronną, która rozprasza i odbija promienie UVA i UVB, uniemożliwiając im wniknięcie w głąb skóry.
W roli filtrów fizycznych stosowane są głównie dwie substancje:
tlenek cynku i dwutlenek tytanu.

Ich wielką zaletą jest to, że są nieszkodliwe dla skóry: nie powodują podrażnień, alergii, są bezpieczne nawet dla osób szczególnie wrażliwych i najmłodszych dzieci.

Ich wadą natomiast, to że obydwie są białymi pigmentami i nałożenie ich na skórę, oznacza pokrycie jej białą warstwą.

Aby wyeliminować ten efekt niektóre firmy używają mikronizowanych lub nanonizowanych cząstek tlenku cynku i dwutlenku tytanu. Maleńkie cząstki nadal zapewniają ochronę przed słońcem, stając się mniej widoczne na skórze. Niestety badania wykazują, że istnieje ryzyko wnikania tak małych cząstek w głąb skóry, a przedostanie się ich do wnętrza komórek może mieć działanie rakotwórcze. Aktualnie w krajach Unii Europejskiej został wprowadzony zakaz stosowania nanocząstek tlenku cynku, dopuszcza się natomiast stosowanie nanocząstek dwutlenku tytanu.

Filtry fizyczne są aktywne od razu po nałożeniu i chronią przez długi czas i to zarówno przed promieniami UVA jak i UVB. Ich zdolność ochronna nie wyczerpuje się pod wpływem słońca – są fotostabilne. Nie trzeba więc powtarzać ich nakładania na skórę, chyba że zetrą się mechanicznie.


Filtry chemiczne
Filtry chemiczne czyli syntetyczne to zawarte w kremach substancje o nienasyconych lub aromatycznych wiązaniach, które ulegają przekształceniu w czasie opalania. Nie odbijają one promieni UV lecz pochłaniają je i przekształcają w energię cieplną uwalnianą przez skórę. Proces ten chroni przed wniknięciem promieni UV w głąb skóry, jednak zachodzące w jego efekcie przemiany chemiczne nie są przyjazne dla naszej skóry. Dodatkowo pod wpływem zwiększonej ciepłoty skóra intensywniej paruje tracąc odpowiedni poziom nawilżenia.
Poza tym same substancje chemiczne stosowane w roli filtrów UV są po prostu szkodliwe dla skóry, co u niektórych osób objawia się natychmiastowym odczynem alergicznym lub podrażnieniem. Mogą też wnikać przez skórę wpływając na funkcjonowanie organizmu, np. zaburzać równowagę hormonalną.
Filtry chemiczne nie są fotostabilne, to znaczy, że działają jedynie przez określony czas. Kiedy cała substancja aktywna zostanie przetworzona pod wpływem promieni UV, filtr przestaje nas chronić. Dlatego nakładanie filtrów chemicznych należy powtarzać co parę godzin (zgodnie z wartością filtra). W ten sposób kilkakrotnie w ciągu dnia wcieramy w ciało szkodliwe związki chemiczne, które przenikają do naszego organizmu.
Filtry chemiczne nie są też aktywne od razu po nałożeniu, powinno się je nakładać ok. pół godziny przed wyjściem na słońce.
Większość filtrów chemicznych chroni jedynie przed promieniowaniem UVB.

Takie są wady filtrów chemicznych. Jest ich sporo.
Zaletą tych filtrów jest to, że łatwiej się je aplikuje i są niewidoczne na skórze, na pewno łatwiejsze do zastosowania na całe ciało, na plaży.


Faktor

Faktor określa poziom ochrony przeciwsłonecznej jaki posiada dany preparat.

SPF - Sun Protection Factor, jest najczęściej spotykanym oznaczeniem. Liczba SPF mówi o tym, ile razy zwiększa się długość bezpiecznej ekspozycji na słońce po zastosowaniu preparatu ochronnego. Np. po zastosowaniu kosmetyku z filtrem SPF 20 teoretycznie można przebywać na słoncu 20 razy dłużej niż bez filtra. (zakładając że na niechronionej skórze pojawiłby się rumień np. po 20 minutach, z filtrem SPF 20 można by przebywać na słońcu ponad 6 godzin).
Jest to jednak tylko teoria, bo podany czas wynika z eksperymentu przeprowadzanego w warunkach laboratoryjnych, podczas którego na skórę nakłada się bardzo grubą warstwę kremu (2 mg na cm2 skóry). W rzeczywistości nakłada się go na ciało znacznie mniej (0,5-1 mg na cm2 skóry), co zmniejsza faktyczną wartość ochrony przynajmniej o połowę. Poza tym czas bezpiecznego (bez poparzeń) przebywania na słońcu zależy od rodzaju karnacji, siły słońca, pory dnia, miejsca w jakim się przebywa i tego co się robi – np. leży lub biega.

IP - Indice de protection, wraz z liczbą określającą poziom ochrony to francuski odpowiednik oznaczenia SPF

LSF Licht Schutz Factor, to niemiecki odpowiednik SPF

Faktor SPF, IP, LSF mówi jedynie o stopniu ochrony przed promieniowaniem UVB. Kosmetyki zawierające wyłącznie oznaczenie SPF (IP) chronią tylko przed promieniami UVB.
Istnieją jeszcze inne odpowiedniki oznaczenia SPF stosowane w innych krajach.

PPD - Persistant Pigmentation Darkening, to wskaźnik określający zdolność ochronną preparatu przed promieniowaniem UVA. Im wyższą zawiera cyfrę tym lepiej chroni.

IPD Immediate Pigment Darkening, również informuje o ochronie przed promieniami UVA.

PA – to również wskaźnik stopnia ochrony przed promieniowaniem UVA. PA oznaczane jest plusami, im więcej plusów tym lepsza ochrona.

Porównując stopień ochrony oznaczony jako PA i PPD:

PA+ odpowiada PPD 2-4
PA++ odpowiada PPD 4-8
PA+++ odpowiada PPD 8 i więcej.

Kosmetyki z oznaczeniem PPD, IPD lub PA chronią przed promieniowaniem UVA.



Okazuje się, że wiele jest sposobów ochrony przed promieniowaniem UVB: przebywanie w cieniu, okrycie ciała ubraniem, wreszcie użycie któregoś z dostępnych preparatów mineralnych, syntetycznych lub naturalnych (o nich będę jeszcze pisać). Pewnym wyzwaniem jest natomiast ochrona przed promieniowaniem UVA.

Dobry preparat z filtrem powinien chronić zarówno przed promieniowaniem UVA jak i UVB, być fotostabilny i nieszkodliwy dla zdrowia. Czy takie istnieją? Odpowiedzi poszukam w kolejnym artykule dotyczącym słońca – temat okazał się dość duży :)

niedziela, 12 maja 2013

Mydło z Aleppo





Mydło z Aleppo jest wyrabiane w mieście Aleppo w Syrii, jest jednym z pierwszych istniejących mydeł na świecie (niektórzy twierdzą, ze jest przodkiem wszystkich mydeł). Od kilku tysięcy lat produkowane jest tą samą, przekazywaną z pokolenia na pokolenie tradycyjną metodą rzemieślniczą.

Metoda wytwarzania

Tradycyjne mydło z Aleppo robi się metodą „na ciepło”, poprzez długie gotowanie mieszaniny tłuszczu i ługu - wodnego roztworu wodorotlenku sodu. Następnie mydło suszy się na świeżym powietrzu przez kilka miesięcy, dzięki temu dojrzewa, twardnieje i staje się zdatne do użycia tracąc swoje żrące właściwości. Podczas tego procesu pod wpływem utleniania mydło zmienia kolor z zieleni przez ochrę do piaskowego. W środku jednak pozostaje nadal zielone, co zaczyna być widoczne gdy się nim myjemy, w miarę zużywania kostki mydła. Po grubości piaskowo-brązowej warstwy można poznać jak długo mydło było suszone – im dłużnej tym lepszej jakości mydło.




Do wyrobu mydła z Aleppo używa się oliwy z oliwek oraz oleju laurowego, który dolewany jest w końcowej fazie gotowania w różnych proporcjach, w efekcie uzyskuje się mydło z 5, 25 czy 40 procentową zawartością oleju laurowego. Mydło z Aleppo może też być wytworzone wyłącznie z oliwy z oliwek, bez dodatku oleju laurowego.

Pod tym linkiem dostępny jest film prezentujący tradycyjny proces wyrobu mydła z Aleppo:

Obecnie niektóre firmy produkują również mydło z Aleppo metodą „na zimno”, przykładem jest firma Alepia i jej seria mydeł Alep Premium.

Skład

Klasyczny skład mydła z Aleppo jest taki: Olea europea oil, Lauris nobilis oil, Aqua, Sodium hydroxide. Czyli: oliwa z oliwek, olej laurowy, woda, wodorotlenek sodu.

Może on zostać ujęty także w inny sposób: Sodium Olivate, Sodium Laurate, Aqua, Sodium hydroxide. Czyli: mydło oliwkowe (sól sodowa kwasu tłuszczowego z oliwy z oliwek), mydło laurowe (sól sodowa kwasu tłuszczowego z oleju laurowego), woda, wodorotlenek sodu.

W składzie może się też znaleźć Sodium Chloride czyli sól.

Działanie na skórę

Mydło z Aleppo skutecznie myje a przy tym jest bardzo łagodne. Dzięki zawartości olejów nie wysusza skóry, wręcz nawilża ją, tak że myjąc się nim nawet przy użyciu miejskiej chlorowanej wody – która sama w sobie jest wysuszająca – nie jesteśmy zmuszeni używać balsamów do ciała.

Zawarta w mydle oliwa z oliwek zawiera duże ilości witaminy E, której nie niszczy wysoka temperatura. Witamina E jest antyoksydantem neutralizującym wolne rodniki, chroni przed zanieczyszczeniami środowiska, upływem czasu i wpływami warunków atmosferycznych.
W oliwie z oliwek znajduje się też witamina A, która wspomaga regenerację skóry oraz pomaga w utrzymaniu równowagi wodno-tłuszczowej. Witamina A ulega w prawdzie utlenieniu z zewnętrznej warstwy mydła, jednak pewna jej ilość w środku pozostaje.

Olej laurowy ma działanie antyseptyczne, ułatwia gojenie ran, likwiduje stany zapalne skóry. Dlatego stosowany jest w przypadku różnych problemów skórnych takich jak trądzik, egzemy, czy łupież. Dobrze jest jednak pamiętać że jest to działanie raczej objawowe czy wspomagające bo takie problemy wyrażają wewnętrzny stan organizmu.

Dla kogo?

Dzięki temu, że nie zawiera żadnych związków podrażniających natomiast posiada w swoim składzie substancje pielęgnujące, mydło z Aleppo nadaje się dla każdego, także dla osób o tzw. skórze szczególnie wrażliwej, skłonnej do uczuleń.

Jest to mydło, w przeciwieństwie do wielu „mydeł dziecinnych”, rzeczywiście bardzo dobre dla dzieci.

Mydła z Aleppo można używać nie tylko do mycia ciała. Doskonale nadaje się do mycia włosów. Choć sam proces mycia włosów mydłem jest nieco bardziej uciążliwy niż mycie szamponem, włosy niewątpliwie będą wdzięczne i wyrażą to zdecydowaną poprawą swojego stanu. Myjąc włosy mydłem należy zawsze pamiętać o spłukaniu ich na zakończenie wodą z octem.

Mydło z Aleppo nadaje się również do mycia zębów.


Mydło z Aleppo właściwie nie ma wad. Mogłaby być nią cena, jednak porównując ją z cenami różnych żeli pod prysznic i uwzględniając czas na jaki wystarcza kostka 200 g, oraz przede wszystkim biorąc pod uwagę jakość tego mydła – cena nie jest wysoka.

piątek, 19 kwietnia 2013

Żel do Kąpieli – Szampon z Olejkiem Laurowym firmy Royal Alepp 300ml


No więc kupiłam ten żel, jednak zastanawiam się jak ja to zrobiłam że nie uwzględniłam obecności paru szkodliwych substancji w składzie? Musiałam być chyba bardzo skołowana poszukiwaniem jakiegoś środka nadającego się do mycia włosów, który zastąpił by mydło. Bo właśnie do mycia włosów go kupiłam.
Skoro jednak już jest i zużyłam większość zawartości butelki a przy tym doświadczyłam jego działania, mogę się tym doświadczeniem podzielić. Dla poinformowania i może trochę ku przestrodze...







Co w składzie?
Skład: Olea europea oil, Lauris nobilis oil, Cocos nucifera oil, Aqu, Coconut glucoside, Hydrolyzed wheat protein, Potassium hydroxide, Tocopherol, Ethanolamide.

Czyli: oliwa z oliwek, olej laurowy, olej kokosowy, woda, glukozyd kokosowy, hydrolizat protein pszenicy, wodorotlenek potasu, witamina E, etanolamid.

Glukozyd kokosowy to niestety detergent, czyli środek myjący – otrzymywany z kokosa, podobno bardzo łagodny. W internecie znalazłam informację, że otrzymuje się go przez fermentację cukru zbożowego i orzechów kokosowych.
Hydrolizat protein pszenicy czyli białka pszenicy rozbite na aminokwasy.
Etanoloamid to związek chemiczny pełniący tu rolę detergentu lub stabilizatora. Na pewno nie jest to substancja przyjazna dla ciała.

W innej wersji znalezionej również w internecie skład wygląda tak: Laurel oil, Olive oil, aqua, coconut D, Potassium hydroxide, coconut glucoside, ethanolamide, hydrolized wheat protein, vitamine E, Bronidox L.

Bronidox L - konserwant syntetyczny, działa drażniąco na skórę.
Czy żel występuje w dwóch wersjach? - nie udało mi się dowiedzieć, dystrybutor milczy.


Szampon do włosów
Przyznam, że po długim okresie mycia włosów mydłem, użycie czegoś płynnego było sporą ulgą. Mycie włosów mydłem ma wiele niezaprzeczalnych zalet, ale jak dla mnie jest też nieco uciążliwe. Najpierw myłam włosy żelem do spółki z glinką Rassoul: pierwsze mycie glinką, drugie żelem. Na koniec płuczę włosy wodą z octem jabłkowym i solą – zostało mi tak po czasach mycia mydłem. Uważam ze to świetnie robi włosom, zresztą ten żel-szampon jest też niby mydlany.
Żel łatwo rozprowadza się na włosach, pieni się dość dobrze i zachowuje prawie jak zwykły szampon. Ma również podobne właściwości myjące.
Włosy nim umyte są bardziej błyszczące niż po umyciu mydłem. Są nawet bardziej błyszczące niż po umyciu glinką Rassoul. Jednak są po nim nieco bardziej przesuszone, widzę to wyrażnie zwłaszcza odkąd myję je samym żelem – bez glinki. Efekt ten jest jeszcze bardziej odczuwalny jeśli zdarzy się pozostawić żel na włosach chwilę dłużej.
Po umyciu włosy trzymają się nieźle, są świeże mniej więcej tak długo jak po mydle i glince, jednak nie do końca: glinka Rassoul wygrywa.


Do mycia ciała
Spróbowałam również jak się sprawdza ten żel w roli żelu – do mycia ciała. Niby wszystko ok, jednak po umyciu skóra jest trochę przesuszona – nie tak jak po dobrym mydle. Po mydle balsam do ciała nie jest niezbędny, po tym żelu jednak lepiej go użyć.


Na ile starcza?
Żelu używam od dwóch miesięcy i mam jeszcze ok. 1/4 butelki 300ml. Można więc uznać ze starcza na 2-3 miesiące, zależnie od intensywności użytkowania.


Jednak czy go w ogóle używać?



środa, 20 marca 2013

Czym zęby myć?





Ktoś może powie: jak to czym, pastą do zębów! Lecz czy ludzie zawsze i wszędzie używali i używają pasty do zębów? Możliwe że kogoś to zdziwi, lecz ja od dawna nie używam. I nie jestem wyjątkiem :)

Zacznijmy od tego, że zdrowe zęby to objaw zdrowia tak w ogóle. Żyją i żyli ludzie (i całe społeczności) nie dbający szczególnie o zęby a mimo to cieszący się zdrowym, ślicznym uzębieniem. Nie namawiam jednak nikogo do niedbania o zęby, wręcz przeciwnie :)

Oprócz tego czym myć - żeby było skutecznie, ważne jest także jak, czyli odpowiednia technika mycia i dobry sprzęt ;) Szczoteczka do zębów powinna mieć małą główkę i miękkie włosie najlepiej w miarę równej długości. Odpowiednia technika polega na wykonywaniu ruchów „wymiatających”: zamiast szorowania wzdłuż, czy też na okrągło, myjemy zęby ruchem wymiatającym od dziąsła ku zakończeniu zęba. Bardzo przydatna wręcz niezbędna jest także nitka do zębów.

Więc czym zęby myć?

Soda oczyszczona
Soda czyszczona czyli wodorowęglan sodu to środek powszechnie znany i ogólnie dostępny. Ten biały proszek ma wiele zastosowań. Jest jednocześnie moją ulubioną „pastą do zębów” :) Skuteczny i prosty w użyciu:
Na wilgotną szczoteczkę nabieram troszkę sody (przykleja się do mokrego włosia) i myję opisaną wyżej techniką. Świetnie oczyszcza, usuwa kamień i zapobiega tworzeniu się nowego. Jednocześnie nie zawiera żadnych zbędnych substancji.
Roztworu sody można również użyć do płukania zębów: 1 łyżeczka sody na szklankę wody.
Płukanie jamy ustnej sodą zmienia pH z kwaśnego na zasadowe, czyli sprzyjające remineralizacji a więc cofaniu się drobnych ubytków i odbudowie szkliwa.


Glinka
Najlepiej glinka biała, może być także zielona lub glinka ghassoul. Używa się jej w podobny sposób jak sody oczyszczonej nabierając na szczoteczkę. Glinka dobrze czyści, usuwa osad i wybiela.

Olej kokosowy
Bardzo delikatny środek do mycia zębów. Dobry np. dla dzieci. Moi znajomi stosują olej kokosowy do mycia zębów swoich dzieci właśnie i są zadowoleni z efektów. Do pielęgnacji i higieny zębów nadaje się między innymi ze względu na swoje właściwości bakteriobójcze. Podobno olej kokosowy używany był też tradycyjnie do uśmierzenia bólu zębów...

Domowa pasta do zębów
Mieszając trzy wyżej wymienione składniki: sodę oczyszczoną, glinkę i olej kokosowy, można zrobić domową pastę do zębów. Jeśli dodamy kilka kropelek miętowego olejku eterycznego, otrzymamy pastę miętową.
Pasta ta może mieć z resztą kilka wersji:
  • soda oczyszczona z glinką
  • soda oczyszczona z olejem kokosowym
  • sama glinka z olejem
Zastanawiam się jeszcze nad dodatkiem ksylitolu, o którym za chwilę. Można by wzbogacić jej właściwości, nadając jednocześnie słodki smak :) Ale to na razie taki pomysł do wypróbowania.

Mydło
Tak tak, można myć zęby mydłem! Oczywiście prawdziwym i najlepiej bezzapachowym. Ja myję czasem zęby np. mydłem z Aleppo. „Pasta mydlana” pieni się w przeciwieństwie do sody, ale jest łagodna, delikatna, nie drażni dziąseł. Mydło myje zęby skutecznie, usuwa także płytkę nazębną i dezynfekuje zęby i dziąsła.

Istnieją specjalne mydła z dodatkiem węgla aktywowanego – produkowane przez rzemieślników wytwarzający prawdziwe mydło. Podobno one najlepiej nadają się do mycia zębów. Na razie nie próbowałam.
Dodam jednak, że np. mojemu dziecku mycie zębów mydłem nie odpowiada...

Ocet jabłkowy
Wspaniały środek o wielorakim zastosowaniu. Używany jest także do pielęgnacji zębów. Ma swoich zwolenników, nawet takich którzy używają octu zarówno do płukania zębów po myciu jak i do samego mycia.
Osobiście używałam octu jedynie do płukania i polecam płukanie zębów PRZED ich umyciem, roztworem: 1łyżka octu na szklankę wody.
Powód jest taki: Kiedy odczyn pH w jamie ustnej jest kwaśny szkliwo ulega demineralizacji – kwasy rozpuszczają składniki mineralne tworzące szkliwo. Zakwaszenie bierze się stąd, że gdy zjadamy węglowodany, bakterie obecne w jamie ustnej również je konsumują a produktami ich przemiany materii są wówczas kwasy organiczne. Zakwaszenie w jamie ustnej powoduje także spożywanie kwaśnych potraw i picie kwaśnych napojów.
Właściwość rozpuszczania minerałów dotyczy także octu jabłkowego. Jednak kiedy używa się octu do płukania zębów, po czym myje się zęby nie pozostawiając octu dłużnej w jamie ustnej, ocet rozpuszcza i usuwa kamień nazębny, nie naruszając szkliwa.
Płukanie octem działa także zabójczo na bakterie wywołujące choroby przyzębia i gojąco na dziąsła.
Ocet jabłkowy może pomóc poprawić stan zębów jeszcze w inny sposób. Picie niewielkich ilości octu jabłkowego poprawia przyswajanie mikroelementów z pożywienia, co ma ogromny wpływ na stan zębów (i nie tylko).

Efektywne Mikroorganizmy
Czyli EM-y.
Ponieważ EM-y używane są do oczyszczania różnych rzeczy i miejsc, nie niszcząc przy tym naturalnej flory bakteryjnej a wzmacniając ją, nadają się także do pielęgnacji zębów. Można nimi szczotkować zęby lub je płukać.
Ja używam EM-ów właśnie do płukania zębów.
Z tych samych względów które dotyczą octu jabłkowego i wszystkich rzeczy kwaśnych, polecam stosowanie EM-ów na jakiś czas przed lub niezależnie od mycia zębów. (W przypadku EM-ów chodzi o to aby pobyły sobie w jamie ustnej jakiś czas i zrobiły swoje).

Sok z aloesu
Można płukać zęby po umyciu sokiem z aloesu rozcieńczonym pół na pół z wodą. Aloes goi i łagodzi podrażnienia dziąseł i jamy ustnej.

Ksylitol
Ksylitol to związek organiczny, alkohol cukrowy (pięciowęglowy alkohol polihydroksylowy). Otrzymywany początkowo z kory brzozowej ( zaczęto go używać w Finlandii podczas II wojny światowej z braku zwykłego cukru), jest wytwarzany także z owoców, jarzyn włóknistych oraz kukurydzy. Stosuje się go zwykle jako zamiennik cukru.
Posiada bardzo ciekawe właściwości związane z dbaniem o zęby.
Kiedy bakterie żyjące w jamie ustnej żywią się ksylitolem zamiast cukrem, produktami ich przemiany materii nie są kwasy organiczne – tak jak to się dzieje w przypadku cukrów. W związku z tym nie następuje zakwaszenie jamy ustnej. Dodatkowo ilość bakterii próchnicotwórczych stopniowo się zmniejsza, ponieważ spożywanie ksylitolu osłabia je. W takich warunkach próchnica nie rozwija się i następuje stopniowa remineralizacja szkliwa.
Aby wykorzystać te właściwości ksylitolu zaleca się systematyczne spożywanie go w niewielkich ilościach, co już po paru miesiącach ma spowodować całkowite zniknięcie bakterii próchnicotwórczych z jamy ustnej.
Osobiście nie jestem przekonana do jedzenia ksylitolu. Można jednak stosować go także zewnętrznie: płukać zęby roztworem ksylitolu, dodać trochę do pasty o której piszę wyżej a nawet po prostu szczotkować nim zęby (nabierając nieco na szczoteczkę do zębów).

Ksylitolu jeszcze nie wypróbowałam, ale mam zamiar to zrobić.
Prosi mnie o to także mój synek, którego cieszy perspektywa mycia ząbków słodką pastą :)

Miswak
Miswak to korzeń drzewa arakowego tradycyjnie używany do czyszczenia zębów w krajach arabskich.
Zastępuje jednocześnie pastę i szczoteczkę :) Po jego użyciu nie trzeba także płukać zębów wodą.
Z informacji jakie znalazłam wynika, że miswak nie tylko czyści, ma również właściwości bakteriobójcze, odkwaszające i wybielające – usuwa przebarwienia. Usuwa także osad i kamień nazębny. Podobno przy okazji zmniejsza też głód nikotynowy... (jeśli ktoś taki ma).
Miswak to taki korzonek, od którego trzeba najpierw odciąć lub odgryźć kawałek na końcu a następnie ten koniec pogryźć aż powstanie pędzelek do czyszczenia zębów. Pędzelkowaty kształt ułatwia dotarcie do przestrzeni międzyzębnych.
Podobno w krajach arabskich ludzie chadzają po ulicach obgryzając gałązki miswak...:)
Podobno.... nie byłam i na razie nie próbowałam – ale kto wie?


Zobacz POST który jest uzupełnieniem tematu sody oczyszczonej do mycia zębów.

wtorek, 12 marca 2013

Mydło





Czy mydła powszechnie dostępne w sprzedaży to prawdziwe mydła i czy są dobrymi kosmetykami? Raczej nie. Zawierają wiele syntetycznych dodatków przynosząc ciału więcej szkody niż pożytku. Więc czym się myć? Warto zainteresować się prawdziwymi, naturalnymi mydłami, mimo że kostka takiego mydła kosztuje znacznie więcej niż „mydło” w sklepie.

Co to jest mydło?

Mydła to sole kwasów tłuszczowych, powstają w wyniku reakcji kwasów tłuszczowych z zasadami. Zasadą w produkcji mydła może być wodorotlenek sodu (soda kaustyczna) – efektem są mydła sodowe, tzw. „twarde”, mające postać twardych bloków lub kostek, lub wodorotlenek potasu – otrzymuje się wtedy mydła potasowe czyli „miękkie” w postaci miękkiej masy. Efektem ubocznym reakcji zmydlania jest gliceryna.
Uwaga, tzw. mydła glicerynowe są wzbogacane dodatkową porcją gliceryny (często syntetycznej), oraz najczęściej robi się je ze specjalnych gotowych baz mydlanych zawierających także syntetyczne składniki. Nie są to więc naturalne mydła. Poza tym działanie samej gliceryny jest niejednoznaczne: ma ona właściwości higroskopijne czyli wchłania w siebie wilgoć, jedne źródła podają że działa nawilżająco na skórę, natomiast inne, że wysusza pochłaniając wilgoć ze skóry, ewentualnie jej działanie nawilżające możliwe jest jedynie w otoczeniu o dużej wilgotności (pochłania wtedy wilgoć z otoczenia), lecz gdy powietrze jest suche działa wysuszająco (wchłaniając wilgoć z ciała).

Proces zmydlania kwasów tłuszczowych może przebiegać na dwa sposoby:
Na ciepło – poprzez długie gotowanie mieszaniny tłuszczu i ługu (czyli wodnego roztworu wodorotlenku sodu lub potasu).
Lub na zimno – przez długie mieszanie tłuszczu i ługu bez gotowania, co jest bardziej pracochłonne, pozwala jednak zachować więcej wartościowych składników, które giną w wysokiej temperaturze (tłuszcz i ług mają w metodzie na zimno temperaturę ok. 40 – 50 stopni C).

Z jakich tłuszczów robi się mydło?

Dawniej w produkcji mydła wykorzystywano chętnie tłuszcze zwierzęce w postaci różnych odpadów przemysłu mięsnego. Dziś również może się to zdarzać w procesie przemysłowej produkcji mydeł. Jeśli w składzie znajdziemy określenie: Sodium Tallowate, możemy przypuszczać, że mydło zawiera także tłuszcze zwierzęce. Jest to bowiem określenie informujące że mamy do czynienia z mydłem sodowym czyli solą sodową – ale nie wiadomo jakich kwasów tłuszczowych. Inaczej niż w przypadku np. Sodium Cocoate – kiedy wiadomo że jest to sól sodowa kwasu tłuszczowego kokosowego.
Dobre mydła robione są głównie z oliwy z oliwek, oleju ze słodkich migdałów, a także oleju kokosowego, palmowego, słonecznikowego, niektóre – jak mydło z Aleppo – zawierają dodatek oleju laurowego.

Skład prawdziwego mydła powinien wyglądać mniej więcej tak:
Sodium (np. Olivate , Cocoate , Palmate, ), Aqua. Sodium Hydroxide (wodorotlenek sodu – soda kaustyczna), Sodium Chloride (czyli chlorek sodu – inaczej sól).

Przykłady dobrego, prawdziwego mydła produkowanego dzisiaj:

Mydłoz Aleppo


Mydło Marsylskie


Czarne Mydło z Maroka 


Savon NoirCzarne 


Mydło Afrykańskie


Mydła wyrabiane ręcznie przez wytwórców – rzemieślników, także z Polski


Czy w naszych sklepach wśród oferowanych tam mydeł znajdziemy zwyczajne mydło? Niestety nie. Jest kilka produktów usiłujących za takie uchodzić:


Biały Jeleń hypoalergiczne MYDŁO NATURALNE – Pollena Ostrzeszów

Skład tego mydła: Sodium Tallowate, Sodium Cocoate, Aqua, Glycerin, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Tetrasodium Etidronate.
I właśnie ten ostatni składnik je dyskwalifikuje.
Tetrasodium Etidronate – substancja drażniąca, dopuszczona do stosowania w kosmetyce jedynie w ograniczonej ilości.


Tradycyjne Polskie Szare Mydło 100% NATURY – Barwa Laboratorium

Skład: Sodium Palmate, Sodium Palm Karnelate, Aqua, Sodium Chloride, Tetrasodium EDTA, Etidronic Acid.
Tu mamy Tetrasodium EDTA.Tetrasodium EDTA – jest na liście szkodliwych składników kosmetycznych Henryka Różańskiego: „W obecności związków azotowych tworzy rakotwórcze nitrozaminy. Działa teratogennie. Nie stosować w czasie laktacji i ciąży”.
A także: 
Etidronic Acid – zapobiega utlenianiu związków kosmetyku przedłużając jego trwałość, dopuszczona do stosowania w kosmetyce jedynie w ograniczonej ilości.


Mydło dla dzieci BABYDREAM

Skład: Sodium Palmate, Sodium Cocoate, Aqua, Glycerin, Parfum, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Glycine Soja Oil, Bisabolol, Chammomilla Recutita Flower Extract, Lanolin, Sodium Chloride, Phytic Acid, CI 77891.
To mydło ma skład najbardziej zawiły jednak najmniej szkodliwy. 
Oprócz Parfum niewiadomego pochodzenia i paru składników klasycznych dla mydła mamy w nim: Simmondsia Chinensis Seed Oil – olej jojoba, Glycine Soja Oil – olej sojowy, Bisabolol – substancja czynna zawarta w rumianku rzymskim, Chammomilla Recutita Flower Extract – wyciąg z kwiatów rumianku, Phytic Acid – kwas fitowy, CI 77891 - dwutlenek tytanu.
Nie używałam go, ale być może spośród dostępnych w sklepach tanich mydeł jest najbardziej godne uwagi.


Znalazłam jeszcze takie:

Mydło Roślinne popularne SONETT
Skład: Sodium Palmate, Sodium Cociate, Glycerin, Sodium Chloride, Sodiumthiosulfate.
Jest napisane, że z certyfikowanych upraw ekologicznych. Co z tego skoro zawiera tiosiarczan sodu, według mnie składnik raczej wątpliwy.
Sodiumthiosulfate - Tiosiarczan sodu – nieorganiczny związek chemiczny, sól nietrwałego kwasu tiosiarkowego i sodu (Wikipedia). stosowany np. w fotografii w procesie wywoływania zdjęć jako utrwalacz, jako wybielacz, środek obniżający poziom chloru w basenach, a także jako środek przeciwgrzybiczy.
A Sodium Cociate - ? Domyślam się, ze chodzi o mydło z oleju kokosowego czyli Sodium Cocoate, czemu wszyscy w składzie podają Cociate? Czy to jakaś inna forma czy wszyscy powielają ten sam błąd? 

poniedziałek, 11 marca 2013

Tonik aloesowy

Bardzo prosty i bardzo skuteczny kosmetyk:
Połącz sok z aloesu pół na pół z wodą.
Nawilżaj nim twarz i szyję (możesz także całe ciało) po umyciu, nasączonym wacikiem lub rozpylając z butelki wyposażonej w atomizer. Zanim tonik całkiem wyschnie, wetrzyj w skórę olejek.

Wybieraj sok z aloesu sprzedawany w ciemnych, szklanych butelkach.
Użyj przegotowanej lub mineralnej niegazowanej wody.
Tonik trzymaj w lodowce, najlepiej w szklanej butelce.

Aloes wspaniale goi i łagodzi podrażnienia. Takim tonikiem można smarować także podrażnioną skórę dzieci.

środa, 6 marca 2013

Olej z pestek winogron




Olej z pestek winogron jest wspaniałym naturalnym kosmetykiem.
Zawiera dużą ilość kwasu linolowego, który jest jednym ze składników naturalnej ochronnej tłustej warstwy pokrywającej ludzką skórę. Kwas linolowy wpływa na prawidłową pracę gruczołów łojowych. Jego niedobór może prowadzić do zmian w pracy gruczołów: trudności z ewakuacją łoju na zewnątrz oraz nadmiernego rozszerzenia przewodów gruczołów łojowych.
Olej z pestek winogron zawiera także dużą ilość witaminy E, oraz proantocyjanidy, które są antyoksydantami neutralizującymi wolne rodniki, (wolne rodniki w tkance łącznej skóry niszczą kolagen i elastynę).


Olej z pestek winogron należy do tak zwanych olejów suchych, z tego względu nadaje się również do skóry mieszanej a nawet tłustej - nie tyle natłuszcza co nawilża.
Zmiękcza skórę i działając lekko ściągająco wygładza ją i nadaje sprężystości.
Znalazłam na jego temat sprzeczne informacje: że nie zatyka porów skóry, oraz że stosowany samodzielnie zatyka je. Z mojego dotychczasowego doświadczenia wynika, że porów skóry nie zatyka - ale nie daję gwarancji ;)


Krem do twarzy
Olej z pestek winogron jest świetnym kremem do twarzy. Obecnie najczęściej przeze mnie używanym.

Oleje w roli kremów a także balsamów do ciała wciera się w wilgotną a nawet mokrą skórę: w ten sposób na skórze tworzy się emulsja - do utworzenia której nie potrzebujemy emulgatora, (podczas produkcji kremów emulgatory są niezbędne, ponieważ olej i woda nie łączą się ze sobą. Emulgatory są zawsze związkami mniej lub bardziej sztucznymi. Bez ich użycia można wyprodukować jedynie tłuste kremy)

Po zwilżeniu skóry twarzy i szyi tonikiem, zanim wyschnie wsmaruj delikatnie niedużą ilość oleju winogronowego. Efekt nawilżenia i łagodnego napięcia skóry jest odczuwalny po chwili. Na skórze raczej nie pozostaje żadna tłusta warstwa, którą trzeba by było ścierać. Zależy to jednak oczywiście od rodzaju cery a także od proporcji oleju i wody. Im więcej wody (olej w wodzie) tym bardziej nawilżającą emulsję otrzymamy, im więcej oleju (woda w oleju) tym bardziej emulsja będzie tłusta.

Balsam do ciała
Na podobnej zasadzie oleju z pestek winogron można używać jako balsamu do ciała. W tym wypadku nie jest konieczne nawilżanie ciała tonikiem (choć jak ktoś ma ochotę to czemu nie), wystarczy posmarować skórę po kąpieli bez wycierania, zanim wyschnie - wcieramy więc olej mieszając z warstwą wody obecną na ciele. Idealnie jest wykonywać przy tym masaż aż do całkowitego wyschnięcia skóry - wchłonięcia wilgoci. Do oleju używanego w charakterze balsamu do ciała miło jest dodać parę kropli ulubionego olejku eterycznego. Uwaga jednak latem - niektóre olejki eteryczne nie nadają się na słonce.

Olejek do kąpieli
Zamiast wlewać do wanny wątpliwe płyny do kąpieli można użyć naturalnego oleju - olej z pestek winogron chyba najlepiej się do tego nadaje. Wlewamy 2 łyżki oleju na wannę wody. Do tego ewentualnie kilka kropelek ulubionego olejku eterycznego. Tłuszcz ma doskonałe właściwości rozpuszczające brud, zawarty w wodzie olej dobrze zmywa brud - najlepiej w takiej kąpieli użyć do mycia gąbki (oczywiście już bez mydła - zanurzanej w wodzie z dodatkiem oleju jedynie). Taka kąpiel doskonale nawilża i ujędrnia ciało.


wtorek, 26 lutego 2013

Najprostsza pielęgnacja twarzy




Zamiast kremu

Owszem istnieją dobre, naprawdę dobre kremy do twarzy. Jednak naprawdę dobry krem to rzadkość. Większości w ogóle nie powinno się wcierać w skórę. Jest bardzo wiele produktów udających coś wartościowego, ukrywających się pod popularnym dziś szyldem „kosmetyki naturalne”, a zawierających składniki nie mające nic wspólnego z naturą, często o udowodnionej szkodliwości, wręcz rakotwórcze. Uzupełnianie składu takimi dodatkami dotyczy niestety nawet kosmetyków dla dzieci.

Sama dość długo używałam kremów znanej i szanowanej marki firmującej się jako producent kosmetyków ekologicznych i wegańskich (przewertowałam ten rynek prowadząc sklep z kosmetykami naturalnymi...). Owszem, byłam z nich zadowolona. Jednak ciągnęło mnie do czegoś prostszego, bliższego naturze oraz do uniezależnienia się od konieczności regularnego zaopatrywania się w jakiś krem...:)

Zaczęłam eksperymentalnie i z dość sporą rezerwą używać do pielęgnacji twarzy dwóch prostych kosmetyków:

Zwłaszcza wobec tej maści miałam dużą niepewność czy nada się do mojej cery mieszanej, przecież jest tłusta... A jednak się sprawdziła. 

Potem, już znacznie śmielej, po doświadczeniach z maścią, zaczęłam stosować naturalne oleje w roli kremu do twarzy. I własnie naturalne oleje polecam szczególnie. 
Chodzi tu o zwyczajne oleje roślinne, nie jakieś specjalne kosmetyczne oliwki będące najczęściej mieszaniną różnych składników jedynie z dodatkiem normalnego oleju. Zwykłe oleje, najlepiej tłoczone na zimno i nierafinowane.

Jak tego używać?

Po umyciu przemyć twarz i szyję tonikiem. Zanim skóra wyschnie wsmarować niewielką ilość maści lub oliwy. Kiedy tłuszcz wmasowuje się w zwilżoną skórę, olej łączy się z wodą i na skórze tworzy się emulsja bez emulgatora :) 
Z ilością tłuszczu naprawdę nie można przesadzić. Tak czy inaczej w przypadku maści i niektórych olejów, zaraz po posmarowaniu skóra się świeci. Po paru chwilach niektóre oleje wchłaniają się. W przypadku tych bardziej tłustych oraz maści, należy zetrzeć tłustą warstwę z twarzy papierowym ręcznikiem – jest to za razem rodzaj peelingu. Twarz pozostaje nawilżona, elastyczna i już się nie błyszczy.

Regularne stosowanie tłustej maści w żaden sposób nie spowodowało u mnie np. większego przetłuszczania się skóry.
Z oliwkami czuję się jeszcze lepiej - lepiej niż z jakimkolwiek kremem dotychczas :)

W przypadku cery suchej ścieranie nadmiaru maści lub oliwy może nie być konieczne, ponieważ wchłonie się całości.
Zależnie od potrzeb i rodzaju skóry, maść/oliwę można stosować raz lub dwa razy dziennie, na dzień i na noc – do indywidualnego wypróbowania.

niedziela, 24 lutego 2013

Maść z witaminą A


O maści z witaminą A wiem z książki Józefa Słoneckiego „Zdrowie na własne życzenie”. Autor twierdzi, że nadaje się ona do skóry całego ciała, szczególnie zaś do twarzy i szyi. Dla kobiet i mężczyzn oraz dzieci.

Można ją stosować jako krem do pielęgnacji twarzy, maseczkę do włosów, balsam do ciała oraz delikatną ochroną przeciwsłoneczną. 
Dla dzieci jako krem ochronny w mroźne dni  lub jako środek na różne podrażnienia, suchą skórę, krostki czy odparzoną pupę.

Trzeba pamiętać, że w wypadku zmian skórnych smarowanie maścią jest działanie zewnętrznym, łagodzącym jedynie objawy. A objawy te mają zazwyczaj swą przyczynę wewnętrzną – coś czego organizm usiłuje się pozbyć i czyni to akurat przez skórę: są to najczęściej toksyny lub grzyby.

Co wiadomo o witaminie A:
Uczestniczy w metabolizmie skory, pobudza wzrost nowych komórek, czyli wpływa na regenerację skóry. Pomaga też utrzymywać równowagę wodno – tłuszczową. Długotrwałe stosowanie witaminy A w kosmetykach działa stymulująco na głębsze warstwy skóry – skórę właściwą, poprawia jej elastyczność, odżywia i zapobiega wiotczeniu.

Jako krem do twarzy
Używając maści jako kremu pielęgnacyjnego dobrze jest użyć najpierw w roli toniku rozcieńczonego pół na pół z wodą soku z aloesu: na skórę twarzy i szyi zwilżoną aloesem, zanim całkiem wyschnie, nałożyć maść z witaminą A.
Po paru chwilach niewchłonięta pozostałość maści zetrzeć papierowym ręcznikiem - będzie to jednocześnie rodzaj peelingu.
Maść stosowałam przez jakiś czas do twarzy i byłam zadowolona. Wiem też o wielu osobach z różnymi rodzajami skóry, które przez długi czas używają tej maści i są zadowolone z efektów. Niektórzy twierdzą jednak, że maść ma właściwości komodogenne czyli zapycha pory i nie nadaje się do cery tłustej.

Jako balsam do ciała
Smarując ciało, wcierać maść bezpośrednio po kąpieli w skórę zwilżoną wodą.

Maść jako maseczka do pielęgnacji włosów i skóry głowy
Działa stymulująco na skórę głowy i cebulki włosowe. Pobudza włosy do wzrostu. Sprawia też że włosy rosną mocniejsze i zdrowsze.
Oczywiście stan włosów także wynika ze stanu zdrowia całego organizmu i jeśli organizm choruje, co odbija się w jakości włosów, należało by zadbać o zdrowie przede wszystkim. Może być również tak, że właśnie dążąc do zdrowia organizm jest w fazie oczyszczania się ze zbędnego balastu, np. uszkodzonych, niepełnowartościowych komórek. Może się to objawiać między innymi wypadaniem włosów. Wtedy stosowanie maści z witaminą A wesprze skórę głowy w tym procesie regeneracji – wzmocni odrastanie nowych, zdrowych włosów.
Wyciśnij niedużą ilość maści i wetrzyj ją w skórę głowy opuszkami palców, wykonując przy tym pobudzający krążenie masaż. Potrzymaj tę maseczkę pół godziny lub dłużej. Potem umyj włosy. Stosuj regularnie.


Zaletą maści z witaminą A jest także jej prosty skład. Dobrze jest go sprawdzić, bo maść występuje w kilku wersjach. Np. Maść ochronna z witaminą A firmy Hasco-Lek:

witamina A 800 j.m./g, wazelina biała, Palsgaard 0291, aromat cytrynowy, woda oczyszczona.

Ten skład nie jest 100% doskonały, są dwa składniki wątpliwe: niewiadomego pochodzenia aromat oraz Palsgaard 0291. To drugie to emulgator o obniżonej do 10-15% zawartości tłuszczu. Skład nie jest doskonały ale wystarczająco dobry nawet dla dzieci.
Może się jednak zdarzyć, że kogoś któryś z tych składników uczuli – trzeba to indywidualnie sprawdzić, np. smarując wrażliwe miejsce za uchem. Jeśli w ciągu doby nie pojawi się tam żadne zaczerwienienie to jest OK. Istnieje też wersja maści bez aromatu, nie ma ona w nazwie „ochronna” Można również zamówić maść robioną w aptece.

Obserwatorzy